Koszt projektu logo – co za nim stoi?

Koszt projektu logo – co za nim stoi?

Wersja audio do odsłuchania:

Czym jest projekt logo? Ktoś mógłby powiedzieć - to tylko jeden znak. Dla grafika chleb powszedni, bułka z masłem, fast food podany z łatwością i na szybko. To tak jakby zlecić pisarzowi napisanie dwóch zdań, copywriterowi sloganu… Nie! Im mniej słów możesz użyć tym trudniej wyrazić wszystko, co chcesz. Tak samo jest z logo, czymś co musi być skondensowanym przekazem marki, podpisem, pieczątką, symbolem. Jak nietoperz Batmana, S na klacie Supermana, M McDonalda. Jednak jakoś trzeba takie zlecenie wycenić. Jak? O tym w poniższym artykule.

Pytanie w tytule wydaje się proste, ale odpowiedź na nie na pewno taka nie jest. Kreatywność zawsze wycenia się ciężko. A przecież projekt logo to nie tylko zwinne poruszanie się w programach graficznych, lecz analizy, propozycje i cały proces twórczy prowadzący do upragnionego celu. Jak ulał pasuje tu powiedzenie: “czas to pieniądz”. Niby banalne, ale kryje się tu klucz do wyceny każdego zlecenia. Logo się tworzy, a nie tylko robi, więc jego koszt to określenie całego procesu – od analizy, części kreatywnej, po samo działanie i propozycje dla Klienta. Co w takim razie odpowiedzieć Klientowi, gdy ten zapyta ile zapłaci za logo? Na to składa się kilka czynników.

 

Zlecenia są jak ludzie…

….różni, ale zawsze są jakieś ramy w które możemy kogoś ubrać. Niemożliwym jest stworzenie jednego, zawsze uniwersalnego cennika, to nie warzywniak.  Tu pomysłów nie wycenia się na kilogramy. Bardziej na sztuki, ale o tym później. Podstawą wyceny będzie oczywiście brief od Klienta – im lepiej go wypełni, tym lepiej dla procesu twórczego – agencja lub grafik nie zna tak dobrze biznesu Klienta jak on sam. Pomoże to stworzyć adekwatny znak, a także skróci czas, jaki agencja czy freelancer poświęca na research. Ten ostatni oczywiście musi być czymś pomiędzy weryfikacją, a uzupełnieniem briefu, który daje nam Klient.
Po otrzymaniu gotowego briefa warto doprecyzować wszelkie niejasności, ułatwi to pracę i polepszy efekt końcowy – zapewniam z doświadczenia. To moment, w którym bada się lub tworzy tożsamość marki, nie można tego zaniedbać.

Zatem wiemy już, że wycena projektu opiera się najpierw na tym, czego oczekuje Klient. Przykładowo, w briefie określił swoje perfekcyjne logo jako:

  • Unikalne,
  • Uniwersalne,
  • Uznane,
  • Ufne
  • Ukochane
  • Uzupełniające
  • Urzekające

Dużo tego U, prawda? Jedna litera, a jaka symbolika? Kształtem przypomina magnes, jest otwarte tak jak powinni być ludzie, łatwe w napisaniu. Nie wiemy ile lat ma U, ale mamy świadomość, że nigdy nie zniknie. Takie też powinno być logo, niezależnie od tego czy robi je agencja czy freelancer. Sama magia i proces twórczy nie wystarczą, potrzebna jest analiza… również kosztów potencjalnych. To Klient musi zastanowić się czy chce wydać więcej czy mniej (wolny strzelec może zrobić logo za 100-2000 zł, agencja weźmie kilka razy tyle). Bywa też tak, że dopiero po wszystkim Klient poznaje ostateczny koszt projektu logo. Musi być na to gotowy, ale zadanie agencji polega też na tym, by jak najbardziej przybliżyć koszt całościowy – Klient ma paść z wrażenia, gdy zobaczy logo, a nie na zawał, gdy zobaczy ile to kosztowało. Taniość to przecież pojęcie względne, często jednak pejoratywne. Ale czy zawsze? Czasami wystarczy jeden, dobry koncept, złoty strzał – choć nigdy nie strzelamy na oślep. W marketingu kreatywność musi przechodzić przez sito pragmatyzmu. Jeden Klient będzie chciał więcej opcji, inny mniej, więc…

 

Ile propozycji dla Klienta?

Najprościej zapytać ile propozycji oczekuje. Banalne? Tak, ale diabeł tkwi w szczegółach. Trzeba brać pod uwagę własne moce przerobowe, budżet, branżę, konkurencję itd. Czasem może być to jedna propozycja, ale najczęściej pojawiającą się liczbą jest przedział 3-5. Gdy zapytamy Klienta ile chce propozycji, może odpowiedzieć: A ile będzie potrzebne? Wtedy trzeba mieć konkret, bo firmy lubią konkrety. Ja preferuję jedną, dobrą opcję, którą potem szlifujemy i myślimy jak łączy się z innymi elementami identyfikacji wizualnej (opisuję to rozwiązanie w moim procesie Ci7), ale jeśli trafimy na Klienta chcącego więcej opcji na starcie to też trzeba być elastycznym. Zatem przykładowo,  zleceniodawca widzi od 2 do 3 wstępnych projektów i wybiera jeden wariant, wokół którego będziemy się kręcić. Co z odrzuconymi projektami? Trafią do kosza, ale należy opłacić czas, który poświęcono na ten projekt. O tym warto informować Klienta. Przecież płaci nie tylko za logo końcowe, ale za proces jego tworzenia.
Im więcej propozycji tym lepiej? Jak widzimy nie zawsze. Więcej czasu, większe koszty, ale niekoniecznie większa szansa na sukces. Przecież propozycje nie do odrzucenia istnieją – np. w Ojcu Chrzestnym 🙂 Tak naprawdę wszystko jest kwestią dogadania się.

 

Jedno logo, wiele wariantów

Tu znów możemy odwołać się do przykładu komiksowego Batmana czy Supermana. Ponadczasowe S i nietoperz u tych postaci występowało w różnych wariantach czy strojach, ale zawsze oznaczało to samo. Logo w dzisiejszych czasach nie jest tylko jednym znakiem, musi mieć kilka opcji wizualnych, nawet, gdy zostanie wybrane już te ostateczne. Logo musi mieć wersję podstawową, pionową, poziomą, uproszczoną lub też monobarwną albo z gradientem. Dlaczego? To trochę zależne od branży, ale wymaga tego cyfryzacja i uniwersalność loga, które ma przecież służyć Klientowi przez wiele lat do różnych celów.

Nośniki, na jakich ma pokazywać się logo to kolejna rzecz, którą musi określić Klient. Ilości wariantów loga zależy więc od tego czy używane będzie wyłącznie w Internecie czy też na innych przestrzeniach. Ilość wersji ostatecznego loga to kolejna rzecz, którą wpisuj się do wyceny projektu. Logo na długopisie musi być poziome, ale na wizytówce już niekoniecznie. Faktura? Większość ludzi drukuje ją czarno-białą, więc warto by nasze logo wyglądało dobrze również w tej postaci. Przykład? Jeśli naszym logiem jest tęcza, to bez kolorów traci sens i zmienia się w jakąś falę, tunel itd. Uniwersalność logo to więc jego czytelność i maksimum zalet na każdym nośniku.

 

Księga znaku – podstawa czy dodatek?

Mam nadzieję, że już wcześniejsze akapity wyjaśniły, że projekt logo to nie tylko jego wymyślanie. Kolejną rzeczą do wyceny jest księga znaku, którą tworzy się przy projekcie logo, aby ułatwić Klientowi wdrażanie otrzymanego symbolu już samodzielnie, teraz i w przyszłości. To tak w wielkim skrócie. Brand book w wersji bardziej rozbudowanej to zazwyczaj zlecenie od większych marek. W korporacji żaden człowiek nie jest wieczny, ale kierunek komunikacji marki musi być stały niezależnie od tego, kto aktualnie pracuje w dziale marketingu czy jaka agencja działa w imieniu firmy. Im bardziej rozbudowana księga znaku tym więcej pracy projektowej. Proste. Dla większego przedsiębiorstwa, bardziej szczegółowy brand book to must have. A mniejszy Klient? Powinien go otrzymać, ale to kolejna rzecz, którą może mieć w pakiecie lub nie – preferuję tutaj zazwyczaj zwykłą księgę znaku. Księga identyfikacji wizualnej zawsze jest dla mnie podstawą długofalowej strategii.

Dobrze jest uświadamiać Klientowi, że w brand booku znajdą się takie informacje jak zasięg pola ochronnego, warianty logo, przykłady wykorzystania na danych nośnikach. Pomoże to zachować spójność, dbać o standardy. W skrócie, księga znaku będzie wszystkim tym, co będzie chciał wiedzieć o swoim logo teraz i w przyszłości. Niczym tablice z przykazaniami, które kiedyś pokazał Mojżesz.

A poprawki?

Poprawić można nawet doskonałość… podobno. W centrum naszego zlecenia jest Klient. Możemy przygotować projekty lepsze lub gorsze (subiektywnie), ale i tak ostatnie słowo ma Klient. On akceptuje, on jest Panem. Może być tak, że mimo naszych podpowiedzi wybierze coś, co później będzie jednak wymagało poprawek. Za to się płaci, więc warto zapisać w umowie ile modyfikacji może zlecić nam Klient. Co ciekawe, te mogą trwać dłużej niż pierwotny projekt – przecież mamy już jakieś ramy, w które trzeba się wcisnąć. Tu najczęściej pojawia się liczba od 1 do 3 lub limit godzinowy. Uprzedzamy o tym Klienta. Ja jestem zwolennikiem pracy z Klientem niż tylko i wyłącznie dla niego. W końcu na czas zlecenia jesteśmy w jednej drużynie, gramy do jednej bramki.

 

Logo i jego życie, czyli format

Mamy logo, księgę znaku, nawet poprawki poszły nieźle. Co jeszcze? Otóż Klienta należy potraktować jak dobry rodzic pakujący swojemu dziecku rzeczy do szkoły.
W tym przypadku przyborami szkolnymi w tornistrze czy kanapkami, będą odpowiednie formaty logo – pliki, które zapewnią atrakcyjny wygląd loga na poszczególnych nośnikach. Współgra to rzecz jasna z księgą znaku, a o agencji czy freelancerze mówi: profesjonalizm. Jeden projekt może mieć kilkadziesiąt plików końcowych – ja dostarczam wszystkie, łącznie z przekazaniem praw autorskich.
Np. logo w wersji wektorowej to znaczne ułatwienie dzięki pełnej skalowalności nierzutującej na jakość. Co oprócz tego? PDF, AI, JPG, PNG – wszystko po to by Klient czuł, że kupuje kompleksową usługę projektową, a nie wieczną konieczność wsparcia agencji. To jak kupno domu, chcemy umieć w nim mieszkać, remontować go i zmieniać wystrój, gdy chcemy… bez konieczności wzywania do pomocy tych samych budowlańców, bo tylko oni wiedzą, gdzie biegnie jakaś rura. Wolimy ich wezwać z wyboru, bo byli dobrzy przy budowie – może równie dobrzy będą przy rozbudowie ogródka? W ramach ciekawostki:

Rekordowa ilość plików jaką dostarczyłem Klientowi dla jednego logo opiewała na ponad 80.

Zatem podsumowując. Projektowanie logo to nie tylko jego wymyślanie. To proces twórczy poparty analizą i doświadczeniem. To również działanie na informacjach dostarczonych przez Klienta. Dopasowujemy się do jego wymagań, ale jawnie i szczegółowo informujemy go o kosztach. Aby on był pewny co kupuje, a my co właśnie sprzedaliśmy lub sprzedajemy. Słowo klucz to tutaj „proces”. Zabiera on czas, ale często daje efekty prowadzące do możliwości. Raz trwa więcej, raz mniej. Raz kosztuje więcej, raz mniej. Logo może być samodzielnym projektem lub częścią większej całości jak np. identyfikacja wizualna, rebranding czy przebranżowienia firmy albo wypuszczenie nowego produktu. Więc ile kosztuje logo? Tyle ile proces jego tworzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

O autorze

Łukasz Wilczyński

Łukasz Wilczyński

Cześć! Nazywam się Łukasz Wilczyński i na tym blogu przekazuję wiedzę dla przedsiębiorców, marketingowców i grafików związaną z brandingiem oraz marketingiem. Miłego korzystania!

Fanpage